| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Kuchnia x 2

Kuchnia x 2 - blog o gotowaniu i pieczeniu rzeczy prostych i pysznych

www.inpersona.pl

wtorek, 01 grudnia 2009

Muffiny z jabłkiem i cynamonem

Po prostu musiałam zrobić muffiny! To rodzaj nałogu...

(piekarnik na 200 stopni)

składniki suche:

- 25 dag mąki,

- 10 dag cukru,

- 1 łyżeczka proszku do pieczenia,

- 0,5 łyżeczki sody,

- płaska łyżeczka cynamonu.

składniki mokre:

- 2 jajka,

- 10 dag kefiru,

- 5 dag oleju słonecznikowego,

- szczypta soli,

i jeszcze na koniec,

- 25 dag jabłek (reneta) pokrojonych w kostkę.

Rozmieszać oddzielnie suche i mokre, dorzucić jabłka, wymieszać i nałożyć do formy muffinowej wyłożonej papilotkami. Piec jakieś 25 - 30 minut.

(Należy pamiętać, że kuchnia to nie laboratorium i nie trzymać się przepisu zbyt ściśle, bo może być katastrofa. W tym przypadku ciasto nie chciało się połączyć - może jajka były nie dość duże, a może mąka zbyt sucha - nieważne! Po prostu dodałam więcej kefiru, żeby się wszystko należycie skleiło.)

Ale pachną po prostu przepięknie!

 

00:14, kuchnia.psakuby , Ciasta i ciastka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 29 listopada 2009

Ciasteczka serowe z jabłkiem

Jeśli w pobliżu są jakieś dzieci, to trzeba się przygotować na to, że będą sobie te ciasteczka nawzajem wydzierać z rąk. I że trzeba będzie zrobić więcej. Ale na szczęście to żadna filozofia. Potrzebne są:

trzy kwaśne jabłka (reneta, antonówka itp.), 

20 dag mąki,

20 dag białego sera,

20 dag i masła,

szczypta soli.

Pokruszony ser, mąkę, masło pokrojone na kawałki i sól zagniatamy zręcznie w kulę, którą odkładamy na chwilę do lodówki. Obieramy jabłka i dzielimy je na ósemki. Ciasto rozwałkowujemy na grubość mniej więcej trzech milimetrów, ale nie załamujemy rąk, jak wyjdzie nam cieniej lub grubiej. Wycinamy kółka czymś, co ma średnicę większą niż szklanka - ja użyłam zakrętki od słoika po maśle orzechowym - miała jakieś 8 cm. Składamy kółka na pół, wkładając do środka kawałek jabłka. Pieczemy 20 - 25 minut w temp. 200 stopni. Po przestudzeniu posypujemy cukrem pudrem i próbujemy zdobyć choć jedno dla siebie.

pieska

00:19, kuchnia.psakuby , Ciasta i ciastka
Link Dodaj komentarz »

Ciasteczka owsiane

Ciasteczka owsiane są po to, żeby większe dziecko mogło wziąć coś w miarę zdrowego do szkoły. Bo kanapki w niektórych kręgach są passe, a raczej "obciachowe".

No cóż. Bierzemy:

10 dag cukru,

20 dag miękkiego masła,

10 dag mąki,

20 dag płatków owsianych.

Cukier ucieramy z masłem. Do utartej masy dodajemy mąkę, płatki i szczyptę soli. Zagniatamy ciasto. Lekko schładzamy w lodówce. Jak się schłodzi za bardzo, to potem będziemy czekać z wałkowaniem aż się znów ogrzeje :o) Rozwałkowujemy na 3-4 mm. Wycinamy ciasteczka. Układamy na papierze do pieczenia, a potem pieczemy przez mniej więcej 20 - 25 minut, w temperaturze 175 stopni. Wyjmujemy zanim się naprawdę zrumienią, bo z wcześniejszych doświadczeń wiemy, że mocno rumiane ciastka z płatków owsianych bywają gorzkawe.

pieska

 

00:17, kuchnia.psakuby , Ciasta i ciastka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 listopada 2009

Sałatka śledziwoa

...czyli dowód na to, że małżonek też potrafi nakarmić rodzinę, gdy głównodowodząca w kuchni oddala się do innych czynności.

Zmyślny ów małżonek  najpierw ugotował ziemniaki w mundurkach. Ziemniaków było tak na oko może trzy czwarte kilograma. Potem obrał ze skórki i pokroił w grubą kostkę. Potem zaszalał ze śledziem. Nie wiem ile było tych filetów, ale DUŻO. Pokrojonych w grube paski. Potem już tylko czerwona cebula pokrojona w piórka, puszka groszku i sos z jogurtu  naturalnego z łychą majonezu i mnóstwem świeżo mielonego pieprzu.

pieska

wtorek, 24 listopada 2009

Tiramisu

Dlaczego do tej pory nie wiedziałam, że to takie łatwe? (Albo może trafiła mi się jakaś łatwa wersja przepisu dla niewymagających i opornych?). W każdym razie - zaparzyłam kawę, nie dodałam do niej stosownego likieru, bo nie miałam :o). Mam nadzieję, że błąd nie był wielki. Jak nabędę likier (nie będzie to prędko), zrobię wersję z.  4 jajka zostały przetestowane pod względem świeżości, czyli zanurzone w wodzie - opadły na dno i leżały na boku, co oznacza, że były bardzo świeże. Potem wymyte i wyparzone we wrzątku. Oddzieliłam żółtka i utarłam z trzema łyżkami stołowymi cukru. Potem dodałam 3 opakowania, czyli 75 dag serka mascarpone. Po wymieszaniu mikserem wyszedł przepiękny krem. Ubiłam białka i bardzo dokładnie (i delikatnie!) wmieszałam do serka z żółtkami. Teraz biszkopty - zamaczałam je lekko w kawie i układałam na dnie formy - w tym przypadku szklanej miski słusznej wielkości. Na biszkopty wyłożyłam połowę masy, potem znów namaczane biszkopty i znów masa. Wierzch został wyrównany płasko jak stół, całość przykryta folią spożywczą powędrowała do lodówki celem "się przegryzienia". "Się przegryzione" tiramisu lub prawie-tiramisu zostało posypane kakao, podzielone i do połowy zjedzone.

pieska

Mniejsze dziecko nie do końca było zachwycone deserem z kawą i gorzkawym kakao. Dlatego wczoraj razem ze mną robiło wersję o łagodniejszym smaku - biszkopty maczane w herbacie i żadnego kakao na wierzchu. Rozważamy posypanie tartą mleczną czekoladą.

22:34, kuchnia.psakuby , Desery
Link Komentarze (5) »

Kapuśniak

Pozazdrościłam Magdalenie! Bo u niej w domu można skosztować osobiście ukiszonej kapusty. Wczoraj wracając z pracy przytaszczyłam do domu okazałą główkę. Jeśli rezultaty moich wysiłków okażą się udane, czytaj - smaczne, to oczywiście się pochwalę i opowiem, jak to było. W każdym razie mając już kapustę w garnku, chleb w piecyku i pobojowisko z resztek kapusty i jabłek od kiszenia na blacie, zorientowałam się, że nie mam czegoś istotnego, co koniecznie muszę mieć, czyli jakiegokolwiek obiadu na następny dzień. Czyli na dziś.

Resztki kapusty zostały więc ślicznie poszatkowane i zaczęły się gotować. Gdy były miękkie, dorzuciłam do mojej przyszłej zupy utartą dużą marchew, pora w półplasterkach i kilka ziemniaków pokrojonych w dużą kostkę, sól i majeranek. I liść laurowy. Gdy z kolei ziemniaki były miękkie, do garnka poszły resztki jabłek (reneta) w sumie trochę więcej niż połówka. Gdy jabłko się rozciapkało, czyli po niedługiej chwili, dodałam jeszcze ciut koncetratu pomidorowego (3 czy 4 łyżeczki), masło (łyżka) i pieprz (dużo!), cukier (trochę). I tak, z niczego (resztki plus przegląd lodówki), powstaje coś jadalnego. Arcydzieło to nie jest, ale daje miłą pewność, że jak przyjdę do domu, to będzie coś ciepłego. A zimno dziś!

pieskuba

15:00, kuchnia.psakuby , Zupy
Link Dodaj komentarz »

Chleb z ziemniakami

Noc dla niego zarwałam, bo rósł pięknie, ale powoli, dlatego zaczął się piec już po północy, czyli dziś. A potem robiło się już tylko później. Nareszcie miałam czas spokojnie sobie poczytać. Ale najpierw, zanim chleb zaczął wyrastać, trzeba było go zrobić, czyli:

(w moim przypadku wrzucić do maszyny)

- 250 ml wody,

- 50 dag mąki pszennej,

- 25 dag mąki żytniej (drobnej, jasnej - nie razowej),

- 20 dag ugotowanych i przeciśniętych przez praskę ziemniaków,

- 20 dag zakwasu,

- trochę więcej niż łyżeczkę soli,

- 2 łyżki oleju słonecznikowego.

Składniki na chleb trzeba najpierw dokładnie zmieszać - przez kilka minut, potem na kilka minut zostawić w spokoju. Jeśli jest zbite, dodać trochę wody. Wyrobić, co moim zdaniem powinno trwać około kwadransa (maszyna wyrabia ciasto ok 20 minut, można wytrwać i tyle). Jest zwarte, ale nie twarde, bardzo gładkie, przypomina mięciutką, wyrobioną dobrze plastelinę :o) Ciasto układamy w formie keksowej wysmarowanej masłem i wysypanej otrębami. Ręką zmoczoną w wodzie wygładzamy powierzchnię i dajemy mu rosnąć. U mnie chleb wyrasta w piekarniku z włączoną żarówką, na dno wstawiam starą brytfannę, do której nalewam trochę wrzątku. Nie można się spieszyć, chleb ma porządnie wyrosnąć. Porządnie, czyli pod koniec rośnięcia ma być dwa razy większy niż na początku. W trakcie wyrastania spryskiwać wodą, żeby nie wysechł na wierzchu, bo popęka przy pieczeniu.

Gdy mój chleb osiągnął ten wyczekiwany stan, rozgrzałam piekarnik do 250 stopni i wstawiłam chleb, nacięty, żeby w trakcie pieczenia nie popękał (trzy nacięcia wzdłuż) świeżo spryskany wodą. Po 15 minutach zmniejszyłam temperaturę do 175 stopni i piekłam dalej przez 45 minut, co pewien czas spryskując. Dla pewności zostawiłam go w gorącym, ale już wyłączonym piekarniku na kolejne 10 minut. Chleb jest piękny, wysoki, wilgotny, lecz nie lepki, cudo po prostu. Oczywiście nie wymyśliłam tego sama, przepis jest mocno inspirowany przepisem na chleb pszenno-żytni z ziemniakami ze strony Mirabbelki.

Mirabbelka jest wielka!

pieska

13:01, kuchnia.psakuby , Pieczywo
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 listopada 2009

Skórka pomarańczowa

Na specjalne życzenie małżonka. Wielbiciela ciasta ze skórką pomarańczową.

Skórka najpierw była zbierana i lekko podsuszana żeby to, co już zostało zebrane, nie spleśniało. Gdy uznałam, że dość już tego śmietnika porozkładanego wszędzie w kuchni, czyli gdy wokół poniewierały się skórki 12 czy 15 pomarańczy w różnych stadiach podsuszenia, włożyłam wszystko do naczynia z pokrywą i moczyłam przez 3 dni, kilkakrotnie zmieniając wodę. Później znów zalałam świeżą wodą i gotowałam przez kwadrans lub trochę dłużej. Znów wylałam wodę i gdy skórki ostygły zabrałam się za zeskrobywanie białej części. Po podgotowaniu idzie to w miarę szybko i sprawnie. Potem pokroiłam skórki w drobne paseczki - jak cienki makaron. Zagotowałam litr wody i wsypałam do niego pół kilograma cukru. Do takiego syropu wrzuciłam skórki i gotowałam jeszcze przez pół godziny lub trochę dłużej. Przełożyłam do słoików. Teraz muszę znaleźć zagrzebany gdzieś przepis na bułkę pomarańczową, jeszcze nigdy nie wypróbowany. Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć ...Ą?

pieska

18:12, kuchnia.psakuby , Przetwory
Link Dodaj komentarz »

Ciasteczka serowe

Zdolne, acz nieduże dziecko przyszło do mnie znów z książką i pragnieniem upieczenia gwiazdek z żółtym serem. I zrobiło je prawie samo! Przy mojej pomocy (symbolicznej), a raczej duchowym wsparciu, odmierzyło:

- 15 dag mąki,

- 7,5 dag masła,

- pół łyżeczki soli,

- pół łyżeczki proszku do pieczenia,

rozmieszało jajko z jedną łyżką stołową mleka,

i pracowicie utarło na drobnej tarce 8 dag żółtego sera.

Potem odłożyło po łyżce sera i jajka z mlekiem do oddzielnych miseczek i osobiście zagniotło ciasto! Pod koniec musiałam troszkę (ale troszkę, naprawdę) pomóc i potem też troszkę w rozwałkowaniu ciasta na placek o grubości mniej więcej 3 mm). Wycinanie gwiazdek to już sama frajda. Gwiazdki zostały ułożone na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posmarowane tą odłożoną mieszaniną jajka i mleka i posypane wiórkami sera, pieczone w temperaturze 200 stopni przez mniej więcej 10 minut.

Takie dziecko w kuchni to bardzo jest przydatne! Teraz planuje ciasteczka na słodko, koniecznie z cukrem waniliowym!

pieska

 

16:10, kuchnia.psakuby , Ciasta i ciastka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 listopada 2009

Ptyś

Ot i ptyś z wystawionym językiem. Niewychowany znaczy.

Ptysie robi się z ciasta zaparzanego. Takie ciasto to:

- 300 ml,

- 23 dag mąki,

- 15 dag masła,

- 5 jajek,

- sól,

a potem:

- 500 ml zimnej śmietany kremówki,

- 10 dag cukru.

Wodę trzeba zagotować z masłem i szczyptą soli. Do wrzątku wsypać mąkę i wmieszać mikserem używając spiralnych końcówek do wyrabiania ciasta. Byłam absolutnie przekonana, że wszystko co osiągnę to jakieś malownicze kluski, jednak ciasto przypominało... ciasto. Przez jakieś dwie minuty wyrabiać je należy jeszcze na palniku, potem zdjąć i ciągle mieszać przez 5 minut. (Już dawno odkryłam, że bez minutnika to się w kuchni niewiele da zrobić. Więc na wszelki wypadek mam trzy). Potem można zacząć dodawać jajka. Po jednym! Kolejne można dodać gdy poprzednie już się nam dobrze wmiesza. W starej "Kuchni Polskiej" przeczytałam uwagę, że przy jajkach trzeba uważać - jeśli ciasto robi się podejrzanie mało gęste, nie dodawać kolejnego. Dlatego nie dodałam szóstego, chociaż było w przepisie. Ciasto MA BYĆ gęste.

Teraz trzeba nagrzać piekarnik do 200 stopni, a z naszego przepięknego ciasta ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia porcje ciasta możliwie kuliste, wielkości małego jabłka, albo raczej dużego orzecha włoskiego albo czegoś pomiędzy. W sporych odstępach, bo to ciasto mocno wyrasta. Pieczemy 25 - 30 minut - ptysie mają być zrumienione.

Wyciągamy z pieca, czekamy aż ostygną, a w tym czasie ubijamy pół litra śmietany kremówki - schłodzonej, bo inaczej będzie masło!! i 10 dag cukru. Odcinamy ptysiom jedną trzecią od góry, pakujemy do środka bitą śmietanę, przykrywamy tym, co przed chwilą odcięłyśmy, posypujemy cukrem pudrem i ... gotowe! Zbieramy pochwały, ze skromną miną słuchamy zachwytów, proponujemy dokładkę.

pieska

23:41, kuchnia.psakuby , Ciasta i ciastka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2009

Sałata z brokułami

... to, co się nawinęło. Czyli szybkie, zaimprowizowane danie na kolację. Piękny, duży brokuł został ugotowany na półtwardo, 3 jajka natomiast na zupełnie twardo. Pomidory były (cóż za niespodzianka) surowe, duże i było ich dwa. Nawinęła się jeszcze puszka groszku. Skoro już sama wpadła w ręce, to żal było nie otworzyć :o) Sos powstał z połowy kubeczka jogurtu naturalnego, sporej łyżki majonezu, soli, połowy łyżeczki cukru i trzech wyciśniętych ząbków czosnku. Trzy duże osoby i jedna mała unicestwiły moją jakże piękną sałatkę w kwadrans.

pieska

 

Sałata z brokułami

wtorek, 17 listopada 2009

Trufle czekoladowe

Twórczość dziecięca. Dzieło zostało wykonane z:

- tabliczki mlecznej czekolady,

- 5 dag masła,

- 3 dag cukru pudru (moim zdaniem niepotrzebny),

- 5 dag starannie pokruszonych herbatników (wzięliśmy maślane),

- kilku łyżek wiórków kokosowych.

Czekoladę i masło trzeba roztopić w naczyniu wstawionym do większego naczynia z wrzątkiem. Dodać cukier puder (jeśli ktoś lubi bardzo słodkie słodycze) i pokruszone herbatniki. Wymieszać, uformować kulki, kulki wyturlać w wiórkach kokosowych, ułożyć w papilotkach, schłodzić. Smakuje jak bajaderka :o)

Młody postanowił dziś zrobić takie trufle z białej czekolady i bez cukru pudru. Oczywiście zdam relację, czy się udały :o)

pieska

Zdaję relację kilka dni później :o) Jest to relacja z truflowej katastrofy - czekolada (biała) po roztopieniu najpierw się zwarzyła a potem powstał z niej kluch. Mimo wszystko dosypałam do katastrofy herbatniki, powstałą kruszonkę w małych dawkach, za wyjątkową grzeczność dostaje pies (to znaczy nie ja, tylko ten prawdziwy pies). Pewnie była to marna czekolada, spróbujemy jeszcze raz z lepszą - nie wiem kiedy :o))

pieska

10:16, kuchnia.psakuby , Ciasta i ciastka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 listopada 2009

Sałatka z buraków

Trzy buraki gotowane przez godzinę, bez obierania oczywiście. Dwa jabłka. Buraki i jabłka jak widać - utarte. Porządnie skropione sokiem z cytryny. Polane dwiema łyżkami oleju. I jeszcze jedna mała czerwona cebula - dobno posiekana. Ale można bez. Sól, pieprz, mieszamy, jemy.

Najlepiej z kanapkami z pastą z soczewicy, o której jest napisane niżej :o)

Pasta z czerwonej soczewicy

Tydzień temu zrobiłam taką pastę z zielonej soczewicy. Była pyszna, ale miała wygląd nienadający się do pokazania szerszemu gronu. Nadawała się wyłącznie do jedzenia z zamkniętymi oczami o) Ta ze zdjęcia to już zupełnie co innego. Nie tylko smaczna, ale i estetyczna :o)

Kubeczek czerwonej soczewicy trzeba zalać dwoma kubeczkami wody. Gotować aż soczewica zacznie się rozpadać - czyli po jakichś kilkunastu minutach. Wtedy dodać 1/4 kostki masła, 2 łyżki błyskawicznych płatków jęczmiennych lub owsianych (podgotować jeszcze chwilę), sól, trzy łyżki koncentratu pomidorowego i podsmażoną na oleju cebulkę. I już.

pieska

Zupa z soczewicy

Tym razem to zielona soczewica. I banalnie prosty przepis. Bierzemy garnek. Bez garnka ani rusz :o)))  Wlewamy do niego ciut oleju, potem wrzucamy posiekaną cebulę, utartą dużą marchew i kawałek pora pokrojonego w półplasterki. Po chwili zalewamy wrzątkiem, dorzucamy 20 dag soczewicy, liść laurowy, korzeń pietruszki, sól i majeranek lub tymianek. Gotujemy 10 minut, dorzucamy 4 ziemniaki pokrojone w grubą kostkę. Gdy ziemniaki będą miękkie, czyli po niespełna 15 minutach, dodajemy dwie łyżki koncentratu pomidorowego. Zostawiamy na kilka minut, żeby się nieco "przegryzło". Już na talerzu można dodać ciut jogurtu naturalnego.

Zupa czeka na mnie w domu. Słyszę, jak mnie woła zza Wisły...

pieska

Spaghetti

Mnóstwo makaronu w dużym garze (w osolonej i nieco naoliwionej wodzie). W mniejszym - trzy puszki pomidorów, dwie czy trzy łyżki oliwy i do tej mieszanki wciśnięte kilka ząbków czosnku. Sól, pieprz, na koniec bazylia. Takie pyszne i takie proste!

pieska

sobota, 14 listopada 2009

Ciasto drożdżowe

... to znaczy najpierw się nie miesza, bo potem już tak. Idea jest taka, żeby wszystkie składniki ciasta z wyjątkiem mąki wrzucić do miski, NIE MIESZAĆ, choćby się miało na to wielką ochotę i zostawić je tak na kilka godzin, na przykład na noc. Albo przed wyjściem do pracy, jeśli miałoby się chęć na pieczenie ciasta po powrocie.

Czyli - bierzemy dużą miskę, ziewając umieszczamy w niej niedbale:

- szklankę cukru,

- 5 dag drożdży,

- szklankę mleka,

- 3 jajka,

- pół szklanki oleju,

- obowiązkową szczyptę soli.

... i idziemy spać. Budzimy się, rozglądamy wokół i okazuje się, że jest sobota albo jakiś inny wolny dzień, bo przecież inaczej nie szykowałybyśmy się wieczorem do pieczenia ciasta. Nienerwowo popijając kawę dosypujemy do wyżej wspomnianej miski pół kilograma mąki, rodzynki, jeśli mamy chęć to skórkę pomarańczową i cukier waniliowy i przez kilka minut wyrabiamy mikserem. Przelewamy ciasto do długiej keksówki wysmarowanej masłem i wysypanej mąką, posypujemy kruszonką jeśli mamy ją przypadkiem w zamrażarce lub zechce nam się ją zrobić i zostawiamy do wyrośnięcia. Uwaga - rośnie jak nienormalne, więc trzeba pilnować, żeby nie wywędrowało z formy! Ja się zagapiłam, zostawiłam na pół godziny i potem, gdy już się piekło musiałam dłuższą chwilę poświęcić na rozważania - wykipi czy jednak nie? Nie wykipiało :o) Temperatura i czas pieczenia - 175 stopni, 60 minut. Trzeba wystudzić w formie, bo jest bardzo puchate i delikatne, może się przełamać. Mocno pachnie drożdżami, nie każdy to lubi. Ja tak :o)

pieska

22:56, kuchnia.psakuby , Ciasta i ciastka
Link Komentarze (2) »

Zupa brokułowa

To zdjęcie oszukuje. Bo tak naprawdę, to ta zupa miała kolor. Kolor był zielony. Może nie bardzo zielony, ale jednak nie taki jak na zdjęciu. Bo w przypadku zupy, którą miksujemy bardzo ważne jest, by nie zepsuć koloru. Na przykład nie dołożyć marchewki do brokułów, bo się wszystko zrobi bure. Dlatego też składała się z cebuli, pora, pietruszki pokrojonych byle jak i wrzuconych do garnka na ciut rozgrzanego oleju, kilku ziemniaków i oczywiście brokułów, dodanych na końcu, gdy inne składniki zaczynały się już robić miękkie. Posolono, zmiksowano, dodano nieco mleka. Takiej zupie dobrze robi dodatek sporej ilości świeżo zmielonego pieprzu, co dla odmiany na zdjęciu widać doskonale :o)

pieska

22:55, kuchnia.psakuby , Zupy
Link Dodaj komentarz »

Chleb dyniowy

Eksperyment, ale udany. Zrobiłam go z przepisu na chleb bananowy, zastępując banany dynią duszoną z odrobiną jabłka. Czyli po prostu czymś w rodzaju dżemu dyniowo - jabłkowego.

- 25 dag paćki z dyni i jabłek,

- 6 łyżek cukru (płaskich),

- szczypta soli,

- 5 dag miękkiego masła,

- 40 dag mąki pszennej + troszkę,

- mała miarka (5 ml) suszonych drożdży.

W maszynie  (moulinex) ustawiam program I, który trwa 3h 18 minut, po upieczeniu zostawiam w maszynie jeszcze 15 minut na podgrzewaniu. W trakcie wyrabiania dosypywałam trochę mąki bo ciasto było za mokre. Chleb był bardzo udany, o łagodnym smaku - pasował idealnie do szklanki mleka. I truskawkowego dżemu. I bardzo długo pozostał świeży.

pieska

22:54, kuchnia.psakuby , Pieczywo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 listopada 2009

Tarta

Twórczość dziecięca. Autorem jest siedmioletni facet :o) Skład - klasyczne kruche ciasto i dżem truskawkowy:

25 dag mąki

12 dag masła (zimnego)

2 czubate łyżki cukru 

1 żółtko

szczypta soli

3 łyżki zimnej wody

na wierzchu tak na oko 3/4 słoika niskosłodzonego dżemu truskawkowego.

Tarta została najpierw podpieczona przez 10 minut, potem już z dżemem kolejne 30. Kropki to kółeczka z tego samego ciasta. Kółeczka można sobie darować. Całość super szybka, bardzo łatwa i co ciekawe zaskakująco smaczna. Autor wykonał dzieło wczoraj wieczorem, ostatni kawałek spożył rano przed wyjściem do szkoły :o)

 

Tarta

20:24, kuchnia.psakuby , Ciasta i ciastka
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 listopada 2009

Babka drożdżowa

Kiedyś, gdy jeszcze byłam piękna, młoda i nieco zielona kuchennie, postanowiłam upiec babkę. Drożdżową. W "Kuchni polskiej" znalazłam dwa przepisy,  pod intrygującymi tytułami "Babka I" i "Babka II". Bazując na doświadczeniach kinowych, gdzie "I" jest zawsze lepsze od "II" zdecydowałam się na "Babkę I". Teraz otworzyłam znów tę samą książkę, nadal piękna lecz już bardziej zorientowana i pomyślałam sobie, że trzeba mieć odwagę, trzeba łamać schematy i podejmować ryzyko! Raz kozie śmierć, upiekę "Babkę II"... I tu wielkie zaskoczenie - Babka II jest lepsza! No i jak ja teraz wyglądam po latach pieczenia "Babki I"???

Babka II z "Kuchni Polskiej"

- 50 dag mąki

- 15 dag cukru

- 5 dag drożdży

- 250 ml mleka

- 10 dag masła

- 4 żółtka

- 5 dag rodzynek

- cukier waniliowy

Najpierw zaczyn - drożdże, dwie łyżki cukru, po wymieszaniu 10 dag mąki i całe mleko. Zaczyn postawić w ciepłym miejscu i niech sobie rośnie. Gdy już mamy pewność, że zaczyn zdecydował się rosnąć, ucieramy żółtka z pozostałym cukrem, dodajemy resztę mąki, zaczyn i teraz trzeba ciasto wyrobić. Jest dość gęste. Wyrabiamy aż będzie gładkie i jednolite. Wtedy dodajemy stopione masło, rodzynki i cukier waniliowy. Nadal pracowicie wyrabiamy. Gdy masło się wchłonie, przekładamy ciasto do dużej formy babkowej wysmarowanej masłem i wysypanej mąką. I trzeba ją zostawić w spokoju w ciepłym miejscu. Ta ze zdjęcia rosła przez jakieś 40 minut (w każdym razie ma prawie wypełnić formę), piekła się przez około 50 minut w temperaturze 175 stopni. Pomalowałam ją lukrem ukręconym z ośmiu łyżeczek cukru-pudru i odrobiny wrzątku.

Nie tylko lepsza, ale też łatwiejsza w przygotowaniu... Od tej pory to będzie nasza ulubiona babka :o) Chociaż przy okazji przedstawię Wam też zasłużoną weterankę, "Babkę I".

pies

 

 

Babka drożdżowa

23:18, kuchnia.psakuby , Ciasta i ciastka
Link Dodaj komentarz »

Barszcz ukraiński

Bardzo, bardzo dobra zupa. I jaka fotogeniczna!

Trzeba tylko pamiętać, żeby dzień wcześniej namoczyć 10 dag drobnej białej fasolki. I gdy jest już ten następny dzień i fasolka nam się już gotuje w jakimś małym garnku, trzeba uzbroić się w drugi, duży garnek. Wlać do niego ciut oleju, posiekaną cebulę, posiekanego pora, potem utartą dużą marchew i półtora, również utartego i też dużego buraka. Pół buraka trzeba zostawić na później. Warzywa zalać wodą i pogotować jakieś 10 minut, dorzucić kilka ziemniaków pokrojonych w grubą kostkę, posolić. Gotować aż ziemniaki będą miękkie, dorzucić łyżkę koncentratu pomidorowego, pół kwaśnego jabłka (w małych kawałeczkach). Lubię, gdy barszcz jest kwaśny, dlatego z własnej inicjatywy dorzucam do niego jeszcze sok z połowy cytryny. Zupę trzeba podgotować aż jabłko się rozpadnie - jakieś pięć minut. Dorzucić fasolkę, sprawdzając uprzednio, czy aby na pewno jest miękka! Doprawić pieprzem i majerankiem. Ja na sam koniec dodaję jeszcze pozostałą utartą połowę surowego buraka, dla koloru. Jeśli komuś nie podoba się pomysł surowego buraka w całkiem ugotowanej zupie, to można od razu dodać dwa i nie zawracać sobie głowy nie do końca idealną barwą dania :o) Podawać z odrobiną śmietany lub jogurtu naturalnego, posypane zieleniną. Zachwycić się cudownym połączeniem czerwieni, bieli i zieleni :o)

pies

Makaron z brokułami i cukinią

... i tuńczykiem

Kolejne danie, które robi się prawie samo. Gotujemy makaron. Gdy makaron się gotuje, wrzucamy na rozgrzane masło kilka zmiażdżonych lub posiekanych ząbków czosnku, po chwili dorzucamy brokuły (jeden duży lub paczka mrożonych) dwie małe cukinie (wielkości ogórka) pokrojone w plastry, puszkę lub dwie tuńczyka odsączonego z zalewy. Przykrywamy i zostawiamy na małym ogniu. Gdy brokuły i cukinia są ugotowane tak jak lubimy dodajemy sól, świeżo mielony pieprz, dorzucamy makaron, mieszamy, zjadamy. To wersja na gorąco. Na zimno bardzo pasuje do tego majonez.

Bardzo pachnie czosnkiem :o)

Wersja bez cukinii też jest ok.

pies

środa, 04 listopada 2009

Zupa dyniowa na słodko

Widać, że kupiłam dużą dynię? Bo była już zupa dyniowa w wersji warzywnej, dynia pieczona, teraz zupa dyniowa z mlekiem. Taką lubię najbardziej, mąż też, młodsze dziecko zaś ucieka na sam widok. No trudno, nie dostanie.

Ugotowałam około kilograma dyni (sam twardy miąższ, bez pestek i farfocli). Zmiksowałam, dodałam ok. pół litra mleka, cukier, cynamon, goździki. Wyszła słodka zupa - krem. Można też dodać więcej mleka, żeby zupa była rzadsza i podać ją z makaronem.

pies

23:39, kuchnia.psakuby , Zupy
Link Komentarze (2) »